Rozdział 12. - Nie rób mi tego więcej

    







   Od wyjścia Leona z domu minęły już trzy godziny, więc każdy z naszej trójki jest mocno zdenerwowany i zaniepokojony. Dzwoniliśmy do niego tysiąc razy bez skutku. Obdzwoniłam też wszystkich znajomych z nadzieją, że Leon może tam pojechał. Niestety niczego się nie dowiedziałam.
- Violu, nie mamy na co czekać. Musimy obdzwonić wszystkie szpitale w okolicy. Jerry właśnie dzwoni do kilku z nich. Pomożesz nam?- Spytała Lisa prawie płacząc.
- Oczywiście, że tak. Już idę. I nie martw się na zapas. Wszystko będzie dobrze. Musi być.
-Oby.

***
Zadzwoniliśmy do wszystkich szpitali w całym mieście i nic. W żadnym z nich nie ma naszego Leona.
 Powoli zaczynam tracić nadzieje chociaż wiem, że nie mogę tego pokazywać bo Lisa z Jerrym są już wystarczająco przerażeni. Niestety moje emocje wzięły górę. Zresztą jak zawsze. Łzy zaczęły płynąc po moich policzkach strumieniami. Mężczyzna zobaczył to od razu i usiadł koło mnie na kanapie. Przytulił mnie i pozwolił mi się wypłakać w jego koszulę.
-To wszystko moja wina. To ja powinnam iść na te zakupy. Nie powinnam puszczać go samego. – Zaczęłam się obwiniać, ale to jest szczera prawda. To ja powinnam być na jego miejscu.
- Nawet tak nie mów. To nie jest nikogo wina. Takie rzeczy zdarzają się cały czas. Codziennie można przeczytać o jakimś zaginięciu w gazecie, czy usłyszeć w telewizji. Naprawdę nic się nie dzieje. Będzie dobrze. – Próbował pocieszyć mnie za wszelką ceną, ale chyba sam nie do końca wierzył w swoje słowa.
- Tylko dlaczego przytrafia się to akurat nam? Sama chce wierzyć, że wszystko będzie dobrze, ale boję się. Bardzo się boję.
-Wiem i widzę, że bardzo zżyliście się z Leonem i to jest dla ciebie bardzo trudne tak samo jak dla nas…- przerwał w pół zdania bo usłyszeliśmy dźwięk przekręcanych kluczy w drzwiach. Zerwaliśmy się pędem z kanapy, na której siedzieliśmy i stanęliśmy w przedpokoju. Drzwi się otworzyły, a w nich stanął Leon. Niewiele myśląc rzuciłam się na niego, a on objął mnie całą. Przylgnęłam twarzą do jego bluzki i mogę się założyć, że była już cała mokra od moich łez. Jego rodzice również podeszli i zamknęli nas w mocnym uścisku. Po chwili mama z tatą oderwali się od nas i ruszyli w kierunku
salonu, w którym mieliśmy porozmawiać o całej tej sytuacji na spokojnie. 
- Cholernie się bałam. Nie rób mi tego więcej. – Szepnęłam mu na ucho, kiedy zostaliśmy sami. Poszliśmy do pokoju i usiedliśmy na fotelach.
- Dobrze, więc teraz, kiedy już opadliśmy z tych wszystkich emocji i czarnych myśli może opowiesz nam co takiego się stało, że pójście na zakupy zajęło ci aż trzy godziny, a nawet nie masz żadnych toreb z produktami. – Lisa starała się powstrzymywać złość, ale wychodziło jej to dość słabo.
- Mamo dobrze wiem jak bardzo się martwiliście i, że przysporzyłem wam mnóstwo stresu i bardzo was za to przepraszam, ale telefon mi się rozładował. Ja wiem. Możecie mówić, że to wymówka stara jak świat i banalna, ale to prawda. Jak szedłem do sklepu dosłownie za moimi plecami jakiś koleś, który jak później się okazało był pijany, spowodował wypadek i to dość poważny. Musiałem tam po prostu poczekać na policje, pogotowie, złożyć zeznania i mnóstwo innych rzeczy. A co do zakupów to po prostu później nie miałem do tego głowy. Uwierzcie mi, że zobaczyć wypadek na własne oczy to nie jest najprzyjemniejszy widok.
- Oh synku. Jak dobrze, ze nic ci się nie stało. – Kobieta wzięła jego twarz w dłonie i zaczęła przyglądać się jej.
- Naprawdę nic mi nie jest. Lepiej opowiedzcie jak było na wakacjach?
- Spędziliśmy świetny czas i myślę, że niedługo znowu wybierzemy się w taką podróż. Na pewno później jeszcze wam mnóstwo opowiemy, ale jesteśmy trochę zmęczeni, więc jeśli się nie obrazicie to pójdziemy już.
- Oczywiście idźcie wypocząć. Porozmawiamy jutro. – Oboje udali się do swojej sypialni i teraz to Leon zabrał głos.
- Też jestem trochę zmęczony. Chyba ja też położę się dzisiaj wcześniej. – Chciałam cos powiedzieć, ale on szybko wyszedł z pokoju i nawet nie zdążyłam otworzyć ust. Widać było na pierwszy rzut oka, że jest coś nie tak, ale nie chciałam męczyć go pytaniami. Nie umiem sobie nawet wyobrazić tego co teraz czuje. Na pewno to wydarzenie, ten wypadek nie był dla niego obojętny.
Chwile później postanowiłam, że nie będę siedzieć tutaj tak sama i postanowiłam pójść do mojego pokoju i spróbować zadzwonić do Ludmiły. Kiedy szłam korytarzem do swojego pokoju, minęłam pokój Leona, do którego były otwarte drzwi na oścież. Chcąc, nie chcąc zajrzałam do środka. Chłopak właśnie zdjął koszulkę i kiedy odwrócił się tak, że patrzyłam na niego przodem, zobaczyłam dużą ranę  na umięśnionej klatce piersiowej. Jego wzrok spotkał się z moim. Patrzyłam na niego z przerażeniem, a on stał jakby nie mógł się ruszyć. Podbiegłam do niego i od razu zaczęłam przyglądać się krwistej ranie.
- Co ci się stało?- W moim głosie można było usłyszeć panikę. I to dużo paniki. Oglądałam ranę z każdej strony próbując wywnioskować jak mógł sobie zrobić coś takiego.
- Spokojnie Violu, to tylko małe zadrapanie. – Powiedział spokojnie i złapał moje ręce w swoje dłonie.
- Małe zadrapanie!? Ty to nazywasz małym zadrapaniem!? Trzeba to jak najszybciej opatrzyć. Chodź za mną do łazienki. – Wyrwałam swoje dłonie z uścisku i skierowałam się w stronę pomieszczenia, o którym wspomniałam. Słyszałam kroki chłopaka za mną. Na szczęście nie słyszałam żadnych sprzeciwów z jego strony.
- Usiądź tutaj. – Wskazałam palcem krawędź wanny. Bez oporu wykonał moje polecenie. Wyjęłam z szafki małą apteczkę i zaczęłam przeglądać ją w poszukiwaniu czegoś do odkażenia skaleczenia.
- Naprawdę nic mi nie jest.
- Ja jednak mam inne zdanie. To naprawdę nie wygląda dobrze Leon. – Podeszłam do niego i zaczęłam przemywać jego tors. Po kilku minutach skończyłam i schowałam wszystko na miejsce.
- Dziękuję.- Powiedział sprytnie i wyminął mnie w drzwiach. Niestety nie dane mu było już wyjść bo złapałam go za nadgarstek i spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
- Chyba należą mi się jakieś wyjaśnienia. Nie uważasz?
- Tutaj nie ma o czym opowiadać. Po prostu się przewróciłem i tyle.
- Kłamiesz. Leon ty kłamiesz. Powiedz mi prawdę co się stało.
- Nic się nie stało. Nie musisz wyciągać żadnych pochopnych wniosków. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Do wesela się zagoi. Nieprawdaż? – Powiedział z tym swoim uśmieszkiem. Nawet w takiej sytuacji nie może zachować powagi.
- Nie chcesz mówić, to nie mów. – Minęłam go w drzwiach i weszłam do swojego pokoju. Od razu za sobą zamknęłam drzwi. W głębi duszy miałam jednak nadzieję, że on zaraz wejdzie do tego pokoju, usiądzie obok i wszystko mi wyjaśni, ale tak się nie stało.

***
    Poniedziałek. Kolejny dzień, któremu trzeba stawić czoło. Moja motywacja, którą miałam jeszcze parę dni temu wygasła i znowu nie mam siły, ani ochoty na nic. No cóż. Dobrze, że już niedługo koniec roku. Jeszcze tylko parę tygodni i będę mogła mieć przynajmniej chwile wytchnienia, a potem znowu zacznie się wszystko od nowa. Tyle, że tym razem już w normalnej szkole. Znowu będą mogła być starą Violettą, której nic nie obchodzi i może wszystko olewać.
   Wstałam dzisiaj pierwsza i miałam jeszcze dużo czasu przed rozpoczęciem lekcji, więc uznałam, że pójdę do niej na piechotę. Nie mam ochoty jechać z Leonem. Niby to daleko, ale jak raz się przejdę to nic mi się nie stanie. Zostawiłam na stole karteczkę z informacją, że idę do szkoły sama.
   Mniej więcej w połowie drogi zobaczyłam Diego. Starałam się ominąć go tak, żeby mnie nie zauważył, ale zaraz znalazł się koło mnie. Chciałam przyspieszyć krok, ale to nic nie dało.
-Czego ty ode mnie chcesz Diego?! – Niezbyt obchodziło mnie to, że jesteśmy na środku drogi i ludzie się na nas dziwnie patrzą.
- Chciałem się tylko przywitać i spytać jak czuje się twój chłoptaś? – Z ust nie schodził mu ten głupawy uśmiech. – Wczorajszy dzień raczej nie był dla niego najprzyjemniejszy.
- O czym ty do cholery mówisz Diego?
- Czyli twój Leonek nie mówił ci o naszym wczorajszym spotkaniu? No widzisz wcale nie jest takim świetnym chłopakiem za jakiego go uważałaś. Ja byłem o wiele lepszy. Nie pamiętasz już jak dobrze nam było razem?

- Zostaw mnie w spokoju. Wracaj z tam tond z kąt przyjechałeś. 



**********************
Pozwólcie, że nie będę komentować mojej nieobecności. Ale żyję, mam się dobrze i wracam tutaj. Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze jest i będzie czytać moje wypociny:) Przepraszam was wszystkich bardzo, że zniknęłam bez żadnych wyjaśnień. Teraz natomiast wracam z rozdziałem dwunastym. Wiem, że nie powala długością, ani treścią, ale jest. I tutaj uwaga może rzucam się na głęboką wodę, ale... W połowie sierpnia blog będzie obchodził 'pierwszą rocznicę' i pomyślałam, że w ramach tego w tygodniu 14-20 sierpnia rozdziały będą pojawiały się codziennie. Nie będą takiej długości jak zawsze (będą trochę krótsze niż zwykle), ale będą codziennie. Czyli 7 dni 7 rozdziałów. Niestety jeśli tak ma być to do tego czasu raczej nie pojawi się nowy rozdział. Może jeden, ale to zależy jak pójdzie mi pisanie, ponieważ w tym samym tygodniu wyjeżdżam i muszę mieć wszystko gotowe, żebym mogła tylko szybko opublikować post z telefonu. Mam nadzieję, że podoba wam się mój pomysł, aczkolwiek jeśli nie to powiedzcie mi o tym w komentarzu:) 

Kinga<3

Rozdział 11. - Nie odbiera

         







   Obudziłam się nie do końca świadoma tego co dzieję się wokół mnie i gdzie jestem. Usiadłam na jakimś łóżku, które na pewno nie należało do mnie i otworzyłam szeroko oczy. Na całe szczęście odetchnęłam z ulgą. To był pokój Leona. Tylko dlaczego ja tu jestem. Ostatnie co pamiętam to siedzenie przed domem i dalej nic. Rozumiem to, że pewnie usnęłam, mój współlokator wrócił i nie wiem może zaniósł mnie tutaj. Tylko mam jedno pytanie. Dlaczego do cholery jestem w jego pokoju i to w samej bieliźnie? Muszę dowiedzieć się jak najszybciej co stało się wczoraj. Wstałam z miękkiego materaca i sięgnęłam ręką po jasno niebieską koszulę, która wisiała na krześle. Narzuciłam ją na swoje gołe ramiona i  wyszłam z sypialni. Zeszłam po schodach i przekroczyłam próg kuchni. Zauważyłam Leona robiącego coś przy blacie. Stał tyłem do mnie, więc jeszcze mnie nie wiedział.
- Cześć – Powiedziałam, a raczej szepnęłam wchodząc głębiej do pomieszczenia. Właśnie w tym momencie zdałam sobie sprawę, że nadszedł czas na rozmowę, którą tak bardzo chciałabym ominąć. Usiadłam na wysokim stołku przy wyspie kuchennej i czekałam na rozwój wydarzeń.
- Cześć Violu. – Głos chłopaka był niezwykle łagodny. Nie tego się spodziewałam.
- Leon ja wiem, że nie masz pojęcia co się dzieje dookoła, co Diego ode mnie chce i dlaczego ja zachowuję się tak, a nie inaczej. Ale uwierz mi, że jest to dla mnie trudniejsze niż myślisz. Zasługujesz na jakiekolwiek wyjaśnienia. – Podszedł do mnie z talerzem i postawił go na blacie. Ujął moją twarz w dłonie i uśmiechnął się. Spojrzałam w jego oczy i od razu poczułam się pewniej i spokojniej.
- Posłuchaj mnie Violetta. Nie oczekuję od ciebie żadnych wyjaśnień. Jeśli będziesz chciała sama mi powiesz. Mie będę na ciebie naciskał. Ale nie ukrywam też, że będę czekał na ten dzień z niecierpliwością.
- Dziękuję. – Zeskoczyłam ze stołka i wtuliłam się w niego. – Czy nie powinniśmy się zbierać już do szkoły?
- Dzisiaj robimy sobie wolne. Musisz odreagować to wszystko co działo się ostatnio. – Jego słowa zdziwiły mnie na tyle, że oderwałam swoją głowę od jego klatki piersiowej i swój wzrok zwróciłam na jego twarz.
- A twoi rodzice nie będą źli? Z resztą dzisiaj wracają, nie jestem pewna czy te wagary to dobry pomysł.
- Uwierz mi, że jeden dzień nas nie zbawi i nic się nie stanie jak opuścimy jeden dzień. – Patrzyłam na niego z niedowierzaniem, co chyba zauważył, bo zaraz zaczął znowu mówić. – Naprawdę. A rodzicami się nie przejmuj. Wszystko im wyjaśnię. A teraz zapraszam cię na pyszne śniadanie w wykonaniu szefa kuchni Leona. – Automatycznie zaśmiałam się na jego słowa i podążyłam w stronę jadalni. Za sobą, a raczej na sobie czułam wzrok mojego szefa kuchni. Zajęłam miejsce  przy stole z myślą, że Leon usiądzie naprzeciwko mnie tak jak zawsze, ale myliłam się. Chłopak znalazł się bardzo blisko mnie.
- Całkiem ładnie ci w mojej koszuli. – Szepnął mi do ucha przygryzając je lekko. Spuściłam głowę na dół, aby ukryć rumieńce na mojej twarzy.
- A właśnie! – Zaczęłam już pewniejsza siebie. – Jak to się stało, że znalazłam się w twoim pokoju w samej bieliźnie? – Na moje słowa lekki uśmiech wkradł się na jego twarz.
- Wczoraj, kiedy uciekłaś, zaczęliśmy za tobą biec, ale w pewnym momencie cię zgubiliśmy. Diego gdzieś sobie poszedł, a ja zacząłem cię szukać. Niestety bez skutku. Uznałem, że wrócę po samochód i w tedy zorientowałem się, że zostawiłaś tam swoją torbę. Pojechałem do domu i zastałem cię śpiącą na wycieraczce. Powiem ci, że kamień spadł mi z serca, że tam cię znalazłem. Bałem się, że coś ci się mogło stać. Wziąłem cię na ręce i zaniosłem do środka. A dlaczego wylądowałaś w moim pokoju? Szczerze po prostu wolałem mieć cię na oku. Byłem kompletnie skołowany tym co zaszło wcześniej.
- A co z moim ubraniem?
- Było całe brudne. Przypomnę ci, że usnęłaś na ziemi.
- Więc tak sobie po prostu mnie rozebrałeś? – Leon zaczął się cicho śmiać. W moim głosie było słychać lekkie oburzenie, ale to wcale nie jest śmieszne.
- Przecież widziałem cię już w bieliźnie. Nawet teraz nie zapięłaś tej koszuli. A zresztą równie dobrze mogłem rozebrać cię całą i nie zostawiać nic.
- Faceci. – Powiedziałam i zaczęłam się śmiać. – Ale i tak bardzo ci dziękuje za to co dla mnie zrobiłeś i robisz.

***
- Jaki smak chcesz?
- Waniliowy.
- To poczekaj tutaj chwilę. Zaraz wrócę. -  Zdecydowaliśmy, a raczej Leon zdecydował i nie dał mi wyboru, abyśmy poszli do parku na spacer. Po drodze znaleźliśmy budkę z lodami, po które teraz właśnie poszedł mój wybawiciel. Gdyby nie on musiałabym siedzieć w szkole i patrzeć na tych wszystkich ludzi, z którymi nie mam ochoty się widzieć, a co dopiero rozmawiać.
- Proszę bardzo. Te są twoje. – Powiedział z uśmiechem podając mi chrupiący rożek wypełniony zimnymi lodami.
- Dzięki. Idziemy dalej.
- No pewnie.
Spacerowaliśmy wzdłuż alejek parkowych rozmawiając i śmiejąc się z byle czego. Jednak jedna rzecz cały czas nie daje mi spokoju i wiem, że musimy o niej porozmawiać.
- Leon… a co jeśli Diego się dowie, że tak naprawdę nie jesteśmy razem? On jest nieobliczalny. Jeśli dowie się, że jesteśmy jakby rodzeństwem, że się całowaliśmy, nie wiemy co może zrobić z tą informacją. – Przed wypowiedzeniem tych słów chyba sama nie zdawałam sobie sprawy z konsekwencji, które możemy ponieść w przyszłości.
- Violetta posłuchaj mnie uważnie. – Zatrzymał się i ja również. Stanęliśmy twarzą w twarz i czekałam na to, co on ma do powiedzenia. – Nie jesteśmy ze sobą w żaden sposób spokrewnieni, nie łączą nas żadne więzy krwi i jeśli chcielibyśmy być ze sobą, jeśli byśmy się naprawdę kochali nic nie stałoby na drodze ku naszemu związkowi. Wiem, że teraz staliśmy się można powiedzieć rodziną, ale to nic nie zmienia. To tylko udawanie. I nie obchodzi mnie, co ten koleś będzie wygadywał. Zawsze będę po twojej stronie, zawsze będę przy tobie. – Łzy zaczęły napływać mi do oczu. Nie wierzę w to wszystko co się tutaj dzieję.
- A co będzie jak wyjadę? Jak ta cała wymiana się skończy?
- Nie myśl o tym co będzie. Postaraj się zapomnieć chociaż na chwilę o twoim starym i przyszłym życiu. Teraz zaczęłaś całkiem nowy rozdział, który ma być dla ciebie tylko przyjemnością.
 - Jak ja ci się za to wszystko odwdzięczę?
- O to się nie martw, bo ja już dobrze wiem jak. – Uśmiechnął się do mnie łobuzersko i zaczął namiętnie całować. Minęła długa chwila zanim się ode mnie odsunął. – Coś mi się wydaję, że zdobyłem kolejny punkt w naszej rywalizacji, nieprawdaż?
- Za to co dla mnie robisz powinieneś dostać nawet z dziesięć punktów. – Znowu zaczęliśmy iść, tym razem w stronę niewielkiej fontanny. W pewnym momencie Leon złapał mnie za rękę. Mogę się założyć, że wszyscy ludzie dookoła uważali nas za parę. Mimo tego cieszyłam się w duchu jak szalona. Szatyn schylił się do mojego ucha i zaczął mówić.
- Tak na marginesie, to wspaniale całujesz. – To sprawiło, że na mojej twarzy zagościł jeszcze większy uśmiech niż dotychczas.

***
    - Myśleliśmy, że przyjedziecie później. – Powiedziałam idąc do drzwi, w których pojawili się rodzice Leona.
- A co, tak dobrze się bez nas bawiliście? – Spytał zabawnym głosem Jerry?
- Nie. No coś ty. Bardzo się cieszymy, że już wróciliście, tylko mieliśmy w planach przygotowanie kolacji i Leon poszedł po jakieś zakupy, bo lodówka praktycznie świeci pustkami. Więc jeśli jesteście głodni, będziecie musieli zadowolić się resztkami naszego wczorajszego obiadu.  – Zaśmiałam się. Poszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie. - No i jak wam się podobały takiego wakacje w środku roku. Opowiadajcie. – Byłam naprawdę ciekawa jak minęły im te dni. Wcale nie musiałam udawać zainteresowania. Przez dobre parę minut rozmawialiśmy i oglądaliśmy zdjęcia. Później ja poszłam do swojego pokoju, a Lisa i Jerry chcieli się rozpakować. Mieliśmy nadzieję, że Leon wróci trochę szybciej, ale do tej pory go nie ma. Nie rozumiem czemu zwykłe zakupy mu tyle zajmują. Nawet napisałam mu wszystko co musi kupić na kartce. Jeśli zaraz nie wróci to umrzemy tu wszyscy z głodu.
- Violu? – Usłyszałam głos Lisy wchodzącej do pokoju. – Wiesz może czemu Leona tak długo nie ma? Zaczynam się powoli martwić.
 - Też zaczęłam się nad tym zastanawiać i nie wiem czemu jeszcze go nie ma. Spróbuję do niego zadzwonić. – Nie zwlekając wzięłam do ręki telefon i wybrałam numer Leona. Poczekałam chwile na sygnał, lecz po chwili nikt się nie odezwał. – Dziwne, nie odbiera.
- A co jeśli mu się coś stało. – Kobieta zaczęłam panikować i szczerz powiedziawszy ja tez powoli zaczynałam odchodzić od zmysłów. – Lisa zaczęła chodzić w tą i z powrotem, a ja natomiast siedziałam na łóżku i wpatrywałam się w szary dywan.
- Mamo spokojnie. – Podeszłam do niej i złapałam ją za ramiona sprawiając, że się zatrzymała. – Na pewno wszystko jest dobrze. Może pojechał gdzieś dalej na zakupy, może korek go złapał, a może po prostu jest ogromna kolejka w sklepie. – Chciałam ją pocieszyć, lecz sama mało wierzyłam w swoje słowa. Starałam się być spokojna i opanowana, ale w środku cała się gotowałam.

- Tak na pewno masz rację. Dziękuję ci. A teraz chodźmy na dół, bo tata zamówił chińszczyznę. Inaczej naprawdę byśmy umarli z głodu. – Wymieniłyśmy się uśmiechami i zeszłyśmy na jedzenie.


**********
 Witam wszystkich obecnych!
Nie zamierzam się dzisiaj jakoś strasznie rozpisywać. Mam tylko bardzo ważne pytanie do was. Czy chcecie, abym już za parę rozdziałów zrobiła dość spory przeskok w czasie, czy mam pociągnąć jeszcze ten etap życia Violetty i Leona? Strasznie podoba mi się się co wymyśliłam na później, ale też szkoda kończyć mi tego. Liczę na waszą pomoc w komentarzach;)

 Kinga

Rozdział 10.- Jesteś całkiem inna

   







   Pierwsza lekcja, oprócz tego, że z połowę jej przespałam, minęła całkiem dobrze. Diego nie przyszedł. Czyżby angielska szkoła nie spodobała mu się? A może po prostu zaspał? Może nie chciało mu się dzisiaj przychodzić? Zaraz. Czemu ja w ogóle o tym myślę. Nie powinno mnie to wcale obchodzić. Mało tego, powinnam nawet się z tego cieszyć.
      Szłam korytarzem, aby znaleźć się w sali od chemii, w której mam teraz zajęcia, ale w pewnym momencie zobaczyłam Federico. No nie. Nie mam ochoty teraz z nim rozmawiać. Nie miałam jeszcze czasu, aby pomyśleć co mam zrobić w związku z nim. Sama nie jestem pewna, czy chcę się z nim umówić, czy nie.
      Szybko skręciłam w korytarz, którym mogę dojść do klasy okrężną drogą, tak aby ominąć chłopaka. Weszłam do pomieszczenia i zajęłam swoje stałe miejsce. Wyjęłam z torebki swoje notatki i zaczęłam powtarzać przed testem. Powoli zaczynało się schodzić coraz więcej osób, aż zadzwonił dzwonek i weszła nauczycielka. Opowiadała nam o wszystkich oczywistych zasadach panujących podczas sprawdzianu i kiedy zaczęła wręczać kartkę pierwszej osobie, do sali wparował Diego. Tak myślałam, że ten dzień nie może być aż tak dobry.
- Tęskniłaś ślicznotko?- Usłyszałam cichy szept do swojego ucha, na który moje ciało od razu zareagowało spięciem.
- Może nie pochlebiaj tak sobie, co?
- Oj mała nie przesadzaj. Ja i tak wiem swoje. – Naszą jakże przecudną pogawędkę przerwała pani wręczająca nam kartki z zadaniami.
- Diego, jeśli Violetta ci się podoba, zaproś ją na ciastko po szkole, a teraz czas na sprawdzian. Koniec rozmów. – No tak stała gadka nauczycieli, od razu wszystkich muszą swatać.
- A wie pani, że z chęcią tak zrobię. – Przepraszam co?
- No to świetnie. Za rogiem jest świetna kawiarnia. Wystarczy wyjść ze szkoły i skręcić w prawo, na pewno traficie.
- Bardzo dziękuję za informację. Na pewno skorzystamy. – O czym oni do cholery mówią? I czy w ogóle zdają sobie sprawę, że ja tutaj jestem, siedzę obok i wszystko słyszę?
- Polecam się na przyszłość. – Ja chyba mam jakieś halucynacje, bo inaczej tego wyjaśnić nie umiem.

***
       Wreszcie zadzwonił upragniony dzwonek oznaczający koniec lekcji. Po męczących paru godzinach w szkole mogliśmy pójść do domu. Weszłam na parking i wzrokiem poszukałam samochodu Leona. Znalazłam. Jakim cudem on tak szybko wychodzi ze szkoły. Ja zawsze zbieram się od razu po dzwonku, a on już siedzi w środku i na mnie czeka.
- Cześć! – Miałam właśnie wsiadać do samochodu, ale usłyszałam, że ktoś mnie woła. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Diego biegnącego w naszą stronę.
- No pięknie… Powtórka z rozrywki?
- Czy on ci nigdy nie da spokoju? – Spytał Leon. – Wsiadaj do środka. Ja z nim porozmawiam i wyjaśnię mu kilka spraw, których chyba ostatnio nie zrozumiał. – widziałam po jego minie, że był zły i niezbyt zadowolony, ale nie miałam czasu, aby zaprotestować, bo już dawno był poza autem.
        Nie słyszałam ich rozmowy, ale po gestach i minach chłopaków mogłam wywnioskować, że do najprzyjemniejszych to ona nie należała. Mam tylko nadzieję, że nic sobie nie zrobią, bo znając Diego wszystko jest możliwe. Nie znam Leona na tyle, aby powiedzieć jak zachowuje się w takich sytuacjach, ale wiem też, że jest wybuchowy i łatwo go ponoszą emocję, więc kolorowo to się nie skończy. Postanowiłam wkroczyć do akcji, bo zaczynało się robić niebezpiecznie. Argentyńczyk już zaczął podnosić rękę na Leona, ale w odpowiednim momencie zareagowałam i zatrzymałam jego rękę.
- Co ty do cholery chciałeś zrobić Diego?! – Już nawet nie próbowałam się powstrzymywać od krzyku.
- Księżniczka się przestraszyła o swojego chłoptasia? – Jego ton głosu był podły i sarkastyczny. Jego charakter, a w zasadzie on cały zmienia się z dnia na dzień. Staje się coraz gorszy i teraz nie mam zielonego pojęcia jak z kimś takim mogłam się spotykać. Podszedł do mnie i położył mi swoje zimne dłonie na policzkach. Zanim zdążyłam się zorientować szatyn już strącił dłonie przeciwnika z mojej twarzy i zakrył mnie swoim ciałem.
- Nie dotykaj jej! – Wycedził Leon przez zęby. Nie potrzebnie miesza się do tego wszystkiego. Ja bym sobie z nim spokojnie poradziła. Po prostu cały czas by mnie męczył tymi swoimi tanimi tekstami na podryw, ale oprócz tego wszystko byłoby w porządku. – Nie zrozumiałeś co ci wcześniej powiedziałem. Masz się odczepić od Violetty na dobre.
- Skończcie już to całe przedstawienie. Przecież dobrze wiem, że nie jesteście razem. Nie jesteś typem chłopaka, z którym Violetta by się spotykała. Ją kręcą inni.
- No to bardzo mi przykro, ale muszę cię zmartwić, bo Violetta jest moją dziewczyną.
- Czy aby na pewno? Udowodnijcie to. – Co ty Diego znowu wymyśliłeś? Naprawdę jego tok rozumowania mnie powala. Odsunął się o krok i założył ręce na klatkę piersiową.
 - Nie musimy ci nic udowadniać Diego. – Wysunęłam się przed chłopaka, aby lepiej go widzieć. Nie mam zamiaru całować się teraz z Leonem. Nie przy innych ludziach, nie przy moim byłym.
 - Nie? A czemuż to? Violetta spójrzmy prawdzie w oczy. W Buenos Aires nigdy w życiu nie umówiłabyś się z takim jak on. Ułożony synek mamusi z kupą kasy na koncie ojca, perfekcyjne oceny, gładko wyprasowane koszule. To nie jest cos co się kręci. Jesteś całkiem inna. – Nie mogłam tego dłużej słuchać Niech on skończy. Niech już przestanie to mówić. Nie chcę, aby Leon to wszystko słyszał. Nie myśląc zbyt wiele, odwróciłam się w stronę Leona, tak abym mogła spojrzeć mu w oczy. Powiedziałam bezgłośnie ‘przepraszam’ i wbiłam się w jego usta. Moje ręce znalazły się na jego twarzy, natomiast on objął mnie w tali. Nie odrywaliśmy się od siebie przez dobre parę minut, lecz kiedy to nastąpiło popatrzyłam się mu w oczy. Zobaczyłam w nich litość. Do moich oczu momentalnie napłynęły łzy, ale nie dałam po sobie tego poznać. Odwróciłam się w stronę winowajcy tego całego przedstawienia.
 - Teraz jesteś zadowolony?! – Kolejny raz podniosłam głos i szybkim krokiem poszłam w stronę wyjścia z terenu szkoły. Marzyłam tylko o tym, aby jak najszybciej znaleźć się daleko od tego miejsca i tych wszystkich ludzi. W szczególności Diego i Leona.

***
      Wydaje mi się, że udało mi się zgubić kogoś kto za mną biegł. Nie wiem, który z nich to był, ale z żadnym nie zamierzam teraz rozmawiać. Wiem co sobie teraz o mnie myślicie. Co ja w ogóle wyprawiam? Dlaczego tak bardzo odtrącam Diego? O co chodzi z tym całym pocałunkiem? A przede wszystkim co mi zrobił Leon? Tak może i jestem niestabilna emocjonalnie, choć uważam, że to troszkę za mocne słowo, ale po prostu gdzieś w tym wszystkim się zgubiłam. Próbowałam za wszelką cenę niszczyć ten mój stary zepsuty charakter. Chciałam się go pozbyć raz, a dobrze. Jednak to jest trudniejsze niż myślałam. Przeszłość nachodzi mnie z każdej strony. Ciągłe imprezy, ta cholerna gra, którą prowadzimy Z Leonem, a teraz jeszcze Diego postanowił przyjechać i złożyć mi wizytę. Moja przeszłość była burzliwa i szczerze nie miałam zamiaru, aby przyjechać tutaj i zmienić się całkowicie. To wszystko jest jakby skutkiem ubocznym tej wymiany, a bardzo dużą rolę odgrywają tutaj zastępczy rodzice, którzy akurat sobie wyjechali. Szczerzę to chciałabym porozmawiać sobie z Lisą twarzą w twarz ona pomogłaby mi z tym wszystkim. A co do Leona. Nie chcę, aby znał całą moją przeszłość, nie może wiedzieć jaka kiedyś byłam naprawdę. On zna tylko malusieńki skrawek mojego dawnego charakteru i życia. Nie chcę, aby się nade mną litował tak jak było z tym pocałunkiem. Widziałam w jego oczach, że nie chciał tego.

     Najgorsze będzie wrócenie teraz do domu i  stanięcie twarzą w twarz z chłopakiem, którego zostawiłam oszołomionego na szkolnym parkingu wraz ze swoim byłym. Wiem, że będzie oczekiwał na wyjaśnienia, a ja w cale nie mam ochoty jeszcze o tym rozmawiać. Może kiedyś. Jednak dziś coś będę musiała mu powiedzieć i  nie mam kompletnie pojęcia co. Nie wiem, czego on ode mnie oczekuje. Z taką właśnie burzą myśli szłam w stronę domu. Nie mam nawet kluczy, więc mam nadzieję, że Leon będzie w domu. Swoją torbę ze wszystkim co miałam w szkole zostawiłam w samochodzie. W tedy nie miałam czasu, aby o tym myśleć. Powoli zaczynało robić się już ciemno, ale na szczęście nie poszłam zbyt daleko i znałam tą okolice. Zachodzące słońce nie przeszkadzało mi w odnalezieniu właściwej drogi. Jedyna rzecz, z którą się zmagałam były kłębiące się myśli w mojej głowie. Im bliżej domu byłam tym bardziej się denerwowałam i nie miałam pomysłu na żadną sensowną wymówkę. Po parunastu minutach doszłam do domu. Kiedy byłam przy drzwiach pociągnęłam za klamkę. Drzwi były zamknięte, więc zadzwoniłam dzwonkiem. Kiedy po chwili nikt mi nie otworzył, zrobiłam to kolejny raz. Ponownie bez skutku. Pewnie Leon poszedł sobie do przyjaciół, do baru albo do klubu. Wygląda na to, że trochę sobie tu poczekam. Z taką myślą usiadłam na wycieraczce i oparłam się o drzwi. Przynajmniej będę miała więcej czasu na przemyślenie co powiem szatynowi jak wróci.




**********
Nawet nie chce wiedzieć, kiedy był poprzedni rozdział. I tak. Zdaję sobie sprawę, że ten rozdział jest beznadziejny i tak naprawdę dzieje się tam tylko jedna rzecz. Tak na marginesie to jutro jest mój ostatni dzień ferii, a napisałam tylko wczoraj ten rozdział. Ja po prostu w siebie nie wierzę. No nic. Już zabieram się za pisanie kolejnego, żeby wstawić go w przyszłym tygodniu (trzymajcie kciuki, aby się udało XD). Ogólnie to strasznie chciałabym już przeskoczyć do dalekiej przyszłości, ale trochę szkoda mi tego. Tak naprawdę to teraz w tym opowiadaniu można i tak zobaczyć tylko skrawki mojej pierwszej koncepcji na to coś. Pozmieniałam kompletnie charaktery bohaterów i wszystko inne. Trudno tak już jest i powiedzmy, że jestem w miarę zadowolnona. XD

Nie przedłużam więcej.
   Kinga

Rozdział 09. - Porozmawiamy w domu

       







   - Sama bym sobie poradziła. – Burknęłam przy zapinaniu pasów bezpieczeństwa. Kiedy Leon wyjeżdżał ze szkolnego parkingu, widziałam Diego, który stał w tym samym miejscu i patrzył się na samochód, którym jechaliśmy.
- A gdzie ‘ Dziękuję za uratowanie mojego życia będę ci wdzięczna do końca życia.’?- Wypowiedział te słowa udając mnie. Miał bardzo wysoki głos, co brzmiało naprawdę śmiesznie. Chciałam być poważna i nie zaśmiać się, ale było to za trudne i po chwili parsknęłam śmiechem, a Leon do mnie dołączył. Po chwili, kiedy już się opanowaliśmy Leon zaczął ponownie naszą rozmowę.
- A tak naprawdę to kto to był i czego od ciebie chciał? – Westchnęłam. Nie miałam ochoty o tym rozmawiać, ale uważałam, że Leonowi należą się jakieś wyjaśnienia. W końcu, można powiedzieć  ‘uratował’ mnie.
- W ogromnym skrócie to był mój były, Diego. Zerwaliśmy jakieś dwa miesiące temu. To znaczy ja z nim zerwałam, a on nie może tego przeżyć to tej pory.
- I mam rozumieć, że przyleciał za tobą aż tutaj? - Spytał niedowierzając.
- Dokładnie tak. Też się tego nie spodziewałam. Życie lubi płatać figle co?
- A tak w mniejszym skrócie? Zerwaliście z konkretnego powodu czy po prostu stwierdziliście, że do siebie nie pasujecie?- Dlaczego Leon w ogóle drąży ten temat? Bawi się w jakiegoś speca od związków?
- Leon… - zaczęłam- Naprawdę nie mam siły już o tym więcej rozmawiać. To był długi dzień w szkole, a teraz jeszcze on. Jedyne o czym marzę to długa gorąca kąpiel. Kiedyś ci to wyjaśnię. Obiecuję. Ale nie dzisiaj. Sama muszę jeszcze o tym pomyśleć i się z tym zmierzyć.
- Okej już nic nie mówię. – powiedział cicho, a ja zwróciłam wzrok w stronę okna i oglądałam ulice Londynu.

***
          Odkąd weszliśmy do domu cały czas siedziałam w pokoju, zresztą nadal to robię i nie wydaje mi się, aby w przeciągu kilku najbliższych godzin się to zmieniło. Mam teraz jakiś nawał sprawdzianów, egzaminów, klasówek, projektów i wszystkiego, co wymaga nauki. Jestem już potwornie głodna, ale nie mam czasu, aby cokolwiek sobie przygotować. Muszę się skupić teraz na nauce. Pewnie dziwi was to wszystko. Ja i nauka? Tak. Po przyjeździe tutaj dużo się we mnie zmieniło. Trochę na gorsze, trochę na lepsze. Wiem na pewno, że nie zamierzam zawalić tego semestru. Dziwne prawda?
           Obecnie jest pierwsza w nocy, a ja siedzę nad tą durną chemią. Jutro muszę napisać ważny sprawdzian, a nic nie rozumiem, nie umiem zrobić żadnych obliczeń i nawet nie umiem nauczyć się głupiej definicji na pamięć. Mój mózg jest wykończony. Od jakiś dziewięciu godzin siedzę nad książkami, a zrobiłam dopiero miej więcej połowę rzeczy, które powinnam zrobić. Organizacja czasu nie jest moją dobrą stroną. W życiu jeszcze nie uczyłam się tyle co dzisiaj. No, ale tak to jest jak zostawia się wszystko na ostatnią chwilę.

***
       - Violetta? – Usłyszałam głos Leona wchodzącego do mojego pokoju. Nie miałam pojęcia co się dzieję, bo kiedy tylko moje oczy się otworzyły zobaczyłam pełno czarnych, mniejszych i większych literek. Dopiero po chwili, kiedy zdołałam podnieść moją głowę zobaczyłam, że usnęłam dosłownie na książce od chemii. Do pomieszczenia, przez okno wpadało rażące słońce, na które moje oczy od razu zareagowały. Przymrużonymi oczami spojrzałam na chłopaka. Zapewne wyglądałam jak strach na wróble. Nie pamiętam nawet czy zmyłam wczorajszy makijaż, ale obstawiam, że nie.
- Wyglądasz strasznie.
- Wielkie dzięki. Na pewno każda dziewczyna marzy, aby to usłyszeć. – Nie miałam nawet siły  udawać obrażonej. Wstałam powoli z fotela i podeszłam do Leona. – Błagam powiedz, że przez naszą szkołę przeszło tornado i lekcje dzisiaj są odwołane.
- No niestety muszę cię zmartwić, bo nic takiego się nie stało. – Jęknęłam i odwróciłam się w stronę szafy w celu wybrania jakichś czystych ubrań.
- Ile mam czasu? – Spytałam z nadzieją, że zdążę chociaż zjeść śniadanie.
- Pół godziny, ale musisz mi najpierw powiedzieć co się stało, że wyglądasz jak chodząca śmierć. – Powiedział i zaśmiał się. No tak dla niego to prze zabawne, że spałam może godzinę i nieuśnięcie na lekcjach będzie graniczyło z cudem. – Oglądałaś całą noc jakieś seriale?
- Hahaha. Bardzo śmieszne. Dla twojej wiadomości uczyłam się. – Zaczęłam powoli zdejmować swoją bluzkę oraz spodnie. Mimo, iż jestem prawie nie przytomna i w każdej chwili mogę usnąć to nie zapomniałam o naszej wspólnej grze. Kiedy byłam już w bieliźnie spojrzałam na Leona. Patrzył się na mnie, a raczej na moje piersi z pożądaniem. Uśmiechnęłam się lekko, wzięłam w rękę swoje naszykowane wcześniej ubrania i podeszłam w stronę drzwi przy, których on stał. Zaczęłam wychodzić z zamiarem pójścia do łazienki i ogarnięcia się do szkoły w przynajmniej małym stopniu. Jednak, nie było mi dane wyjść z tego pokoju, bo Leon złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
- Pamiętaj, że ze mną nie jest tak łatwo wygrać. Wybrałaś sobie trudnego przeciwnika. – Po tych sławach mogłam udać się do wyznaczonego celu.

***
      - Ile mam czasu? – Powiedziałam bardzo szybko zbiegając ze schodów z torbą pełną książek. – Zdążę coś zjeść?
- Tutaj nie, bo jeśli nie chcemy się spóźnić musimy już wyjść, ale zrobiłem ci kanapki. Zjesz w samochodzie. – Powiedział chłopak podając mi pudełko ze śniadaniem.
- Dziękuje ci. Kochany jesteś. – Przytuliłam się i pobiegłam w stronę auta.
        Zapięłam pasy i zaczęłam zajadać się posiłkiem, patrząc na szatyna, który zamykał właśnie drzwi na klucz. Podszedł powoli do auta i wsiadł do niego.
-Smakują ci? – Spytał o mało nie zaczynając się śmiać. Miał jednak ku temu jakiś powód, bo jadłam te kanapki jak szalona. Jeszcze jakieś dwie minuty i już ich nie będzie. No, ale co poradzę na to, że ostatnią rzeczą jaką zjadłam był lunch wczoraj w szkole. Nic dziwnego, że jestem głodna.
- Tak, są przepyszne. Chyba będziesz mi częściej robił śniadania.
-Oj, chciałabyś.
- A żebyś wiedział, że bym chciała.
Podróż minęła jak zwykle bardzo szybko, a ja nie chciałam wysiadać z tego samochodu za nic w świecie. Myśl, że czeka mnie dzisiaj milion sprawdzianów i kartkówek wcale nie pomaga.
- Wysiadasz? – Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos chłopaka, który otworzył mi drzwi i czekał na mnie.  Niechętnie opuściłam pojazd i spojrzałam na Leona.
- No to do zobaczenia. – Powiedziałam zmęczonym głosem i odwróciłam się w stronę budynku szkoły.
- Ej zaczekaj. Ta zarwana noc tak cię zmęczyła? Czy chodzi o coś innego?
- Wiesz co sama nie wiem. Czuję się po prostu taka bezsilna, a nieprzespana nos na pewno nie pomaga. Czasem mam ochotę wrócić po prostu do domu, do Buenos Aires i udawać, że wszystko jest ok. Tak jak było do tej pory. – Skończyłam mój wywód i dokładnie w tej samej chwili usłyszeliśmy dzwonek na lekcję.
- Porozmawiamy wieczorem, w domu. Okej? A teraz chodźmy na lekcje.- Powiedział łagodnie. Nie chcę, aby się nade mną litował, ale muszę komuś się wygadać, a on jest najbliższą mi tutaj osobą. Nie będę teraz o tym myśleć. Muszę się skupić teraz na szkole.  


********************
     Tego czegoś co jest na górze w ogóle nie będę komentować, bo to jest kompletna porażka, ale obiecałam rozdział, więc jest. Od razu mówię, że nie mam pojęcia kiedy pojawi się kolejny, ale na pewno będzie przynajmniej dwa razy dłuższy. To mogę zagwarantować. Niestety ferie mam jako ostatnia, więc muszę wytrwać jeszcze trzy tygodnie. Nie mam siły, aby cokolwiek jeszcze napisać,więc już się z wami pożegnam.

         Kinga:)

Rozdział 08. - To nie możliwe

     






     - Ych… Cholerny budzik.- Dlaczego dzisiaj musimy iść już do szkoły. To chyba nie był dobry pomysł z tym wczorajszym wieczorem. Co prawda Leon i Francesca usnęli koło północy, więc pewnie nie mają takich problemów ze wstaniem. Aczkolwiek ja i Federico jeszcze długo rozmawialiśmy, a potem postanowiliśmy obejrzeć jeszcze jeden film. Z tej perspektywy nie wygląda to najlepiej. Ogólnie poszliśmy spać tak koło trzeciej, czy czwartej nad ranem, więc nic dziwnego, że jedyne, o czym marze to ogromna śnieżyce, która zasypałaby wszystkie drogi dojazdowe do szkoły. No, ale cóż to raczej nie nastąpi, więc raczej muszę wstać.
       Włoszka razem z bratem i Leon też pewnie zaraz wstaną, więc uznałam, że pójdę najpierw się wyszykować do szkoły, aby nikt nie zajął mi łazienki, a dopiero później zjem śniadanie. Wyszykowałam się dzisiaj rekordowo szybko, bo po piętnastu minutach byłam już gotowa i szłam do kuchni, aby przyrządzić sobie i reszcie coś do jedzenia. Jednak, moim oczom ukazał się mój wyszykowany już braciszek stojący przy blacie kuchennym.
- Dzień dobry Wielu. Jak ci się spało? – Podszedł do mnie i dał całusa w policzek, co mnie lekko zdziwiło, bo nigdy tak się nie witaliśmy.
- Dzięki, dobrze. A co ty taki milutki dzisiaj?- Spytałam zaglądając mu przez ramię na śniadanie, które przygotowywał.
- A co wolisz, żebym wrzeszczał na ciebie cały dzień? – Spytał z tym swoim pięknym uśmiechem.
- Co zrobiłeś nam na śniadanie? –Postanowiłam zmienić temat, bo nie widziałam sensu, aby zagłębiać się w tą dyskusję.
- Jakim nam? Skąd pomysł, że zrobiłem śniadanie dla wszystkich? To jest mój posiłek. – Mimo, że miał poważny ton głosu w jego oczach widziałam rozbawienie. No, ale jeśli tak mamy się bawić to dobrze.
- Ach tak? Ok. Nie ma problemu. – Oznajmiłam i podeszłam do lodówki, aby wyjąć potrzebne składniki do zrobienia jajecznicy. Starałam się udawać obrażoną, co chyba dobrze mi wychodziło, bo za chwilkę poczułam ręce Leona oplatające mnie od tyłu.
- Wiesz, że ja tylko żartowałem prawda?
- Mógłbyś mnie puścić? Chcę zrobić sobie śniadanie, a ty mi to uniemożliwiasz.- Teraz już nie zamierzam odpuszczać. On to wszystko zaczął.
- Przecież zrobiłem ci jedzenie. Idź usiąść przy stole, a ja zaraz wszystko przyniosę.
- Naprawdę nie ma takiej potrzeby. Ty idź jeść, a przed tym możesz jeszcze zajrzeć czy Fran i Fede już wstali.
- Ok. Jak chcesz. – Odpuścił już sobie i uwolnił mnie ze swojego uścisku, a potem poszedł tak jak go poprosiłam na górę.
       Kiedy kończyłam przyrządzanie potrawy szatyn przyszedł z powrotem. Czułam na sobie jego wzrok, ale ani przez sekundę na niego nie patrzyłam. Usłyszałam jego westchnięcie, ale nic nie powiedział. Wziął talerz z kanapkami i poszedł do jadalni. Po chwili ja też do niego dołączyłam i w ciszy jedliśmy posiłek. Dołączyli też do nas nasi znajomi, ale oni bardzo szybko się zwinęli, bo musieli jeszcze pojechać do domu, aby przebrać się i wziąć potrzebne im rzeczy do szkoły. My też powoli zbieraliśmy się już do wyjścia.
       Wsiedliśmy do samochodu Leona. Na początku jechaliśmy w ciszy, lecz chłopak zaraz ją przerwał. Położył swoją rękę na moim udzie i spojrzał na mnie. Czym prędzej zrzuciłam jego dłoń.
- Nadal gniewasz się za to śniadanie? –Spytał łagodnie
- Patrz na drogę!
- Violetta to się robi już naprawdę śmieszne. Jesteś zła na mnie za coś tak błahego. Nie rozmawiasz ze mną, nie pozwalasz mi cię dotykać, nie dopuszczasz mnie wcale do siebie i nawet na mnie nie spojrzałaś. – Wyliczał tak, co chwilę na mnie spoglądając, a jego głos był coraz głośniejszy. – I co? Nic nie zamierzasz powiedzieć? Ok., Jeśli chcesz, aby tak wyglądała nasza relacja nie ma problemu. Ja się mogę dostosować. – Więcej już na mnie nie spojrzał. Zrobiło mi się strasznie głupio, bo faktycznie przesadziłam. Nie miałam takiego zamiaru. To wszystko wymknęło mi się z pod kontroli. A teraz nic na to nie poradzę. Muszę poczekać do wieczora. Jak wrócimy ze szkoły może mu przejdzie, a jak nie to coś wymyślę.

***
         Po męczącej fizyce przyszedł czas na ostatnią lekcje. Jestem wykończona tym dniem, ale na szczęście została już tylko godzina wychowawcza, na której nie trzeba za dużo myśleć i się wysilać. Zaraz po dzwonku weszliśmy do sali i zajęliśmy nasze miejsca. Ja usiadłam sama w ostatniej ławce, bo Fran poszła wcześniej do domu.
- Dzień dobry kochani uczniowie.- Nasza wychowawczyni zaczęła swój jakże ciekawy monolog.- W naszej klasie zrobi się jeszcze ciekawiej, ponieważ już dzisiaj powitamy kolejnego ucznia z wymiany międzynarodowej. Czyż to nie jest wspaniałe? Macie okazje poznać nowe kultury, nowe ciekawe osoby z każdego zakątka świata. Niedawno mieliśmy okazję poznać naszą wspaniałą Violettę. –No i dokładnie w tym momencie spojrzenia wszystkich osób w klasie bez wyjątku skierowały się na mnie. Zaraz po tym nauczycielka znowu zaczęła mówić. – Przyjechał do nas znowu uczeń z Argentyny. Myślę, że będziecie się dobrze dogadywać Violetto. Omawia teraz wszystkie niezbędne rzeczy z panem dyrektorem, ale za parę minut powinien się zjawić.
          Rozmawialiśmy na różne tematy dotyczące naszej klasy i nagle usłyszeliśmy pukanie, a później zobaczyliśmy kogoś wchodzącego do pomieszczenia. Był to chłopak, brunet, miał spuszczoną głowę, którą powoli zaczął podnosić.
- Cholera! To nie możliwe. – Powiedziałam pod nosem, jednak chyba troszeczkę za głośno, bo część osób się na mnie spojrzała. Patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Nie mogłam uwierzyć, że to naprawdę on.
- Witamy cię Diego bardzo serdecznie w naszej szkole. Niedawno również przyjechała do nas Violetta, która pochodzi z tego samego kraju, co ty. Mam nadzieję, że będziecie mieć dobre relacje. Proszę usiądź teraz koło niej, a pod koniec lekcji wyznaczę osobę, która oprowadzi cię po szkole. – Widziałam już na jego twarzy ten szyderczy uśmieszek. Miałam teraz okazję mu się przyjrzeć. Wygląda dokładnie tak jak w tedy, kiedy ostatni raz go widziałam. Jeśli się nie mylę było to z miesiąc temu. Mocno zaznaczone rysy twarzy, błysk w oku i przeraźliwy uśmiech na twarzy, który potrafi bardzo zmylić. Ta kobieta popełniła życiowy błąd usadzając go koło mnie. Podszedł do ławki i zajął miejsce. Odsunęłam się jak najdalej od niego i do końca lekcji nie patrzyłam w jego stronę.
            Kiedy wreszcie zadzwonił upragniony dzwonek, nie czekając na nikogo wybiegłam z sali i czym prędzej udałam się w stronę parkingu. Byłam już prawie na miejscu, kiedy poczułam uścisk na nadgarstku, następnie gwałtownie się zatrzymałam i odwróciłam w stronę Diego. Nawet nie musiałam patrzeć, żeby wiedzieć, że to on.
- Czego ty ode mnie chcesz!?- Krzyknęłam, mimo tego, że byliśmy przed samą szkołą.
- Oj Violu, Violu. Czemu tak niegrzecznie? – Podniósł rękę i położył ją na moim policzku.
- Co ty w ogóle tu robisz?! Po co przyleciałeś za mną do tego cholernego Londynu?! – Próbowałam się wyrwać z jego uścisku, lecz to nic nie dawało.
- Jak to, po co? Ty sama najlepiej to wiesz.
- Ty jesteś chory! To, co było między nami jest już dawno skończone.
- Nie dla mnie Violu. Chcę porozmawiać i wyjaśnić wszystko.
- Tu nie ma co wyjaśniać. Miałeś swoje pięć minut, swój czas na wyjaśnienia i to, co powiedziałeś w zupełności mi wystarcza.- Udało mi się wreszcie wyrwać i szybkim krokiem szłam w stronę samochodu. Byłam już naprawdę blisko, widziałam Leona siedzącego na miejscu kierowcy. Nagle natrętny chłopak znowu mnie dogonił i mocno szarpnął za ramię.
- Musimy porozmawiać!- Krzyknął, trzymając mnie za ramiona i teraz nie miałam już żadnej drogi ucieczki. Co najdziwniejsze w ogóle się go nie bałam. Wiedziałam, do czego jest zdolny, więc nie miałam się niczego, czego obawiać. Byłam pewna, że mnie nie uderzy. Za dobrze go znałam. Pokrzyczy sobie, ale ręki na mnie nigdy nie podniesie.
- Mógłbyś już z tym skończyć? To zaczyna robić się nudne. – Powiedziałam obojętnym tonem.
- Jakiś problem Violetto? – Usłyszałam głos Leona za moimi plecami i poczułam jego ręce oplatające mnie w pasie. Diego momentalnie się ode mnie odsunął.
- Nie. Wszystko jest dobrze. Tylko rozmawialiśmy.- Podniosłam lekko głowę i spojrzałam na niego z uśmiechem.
- No, więc przepraszam, że przerywam wam tę pogawędkę, ale musimy już iść kochanie, bo spóźnimy się na obiad. – Po wypowiedzeniu przez szatyna tych słów momentalnie mnie zamurowało. Kochanie?! Przecież jeszcze parę godzin temu ze sobą nie rozmawialiśmy. – Miło było poznać…
- Diego – Odpowiedział szybko brunet.
- Właśnie. Miło było cię poznać Diego, ale my z Violettą naprawdę musimy już iść. Prawda? – Teraz mój braciszek zwrócił się w moją stronę.

- Tak Leon, chodźmy już.- Powiedziałam zdezorientowana całą tą sytuacją. Wzięłam go za rękę i pociągnęłam w stronę samochodu. Wyburczałam tylko ciche ‘pa’ pod nosem w kierunku Diego i po chwili zniknęliśmy już za drzwiami samochodu.


****************
     Witam wszystkich w trzecim już rozdziale w tym roku!
Akcja w tym rozdziale miała potoczyć się całkiem inaczej, ale nagle wpadł mi do głowy pomysł i spontanicznie, bez żadnego planu postanowiłam wprowadzić nową postać. Sama jeszcze nie wiem, czy będzie ona z nami jeszcze długo, czy tak szybko jak się pojawiła zniknie. Wszystko zobaczymy w kolejnych rozdziałach. 
Nie mam bladego pojęcia kiedy napiszę kolejny rozdział, ale obiecuję, że pojawi się w przyszły weekend (no to niezłą poprzeczkę sobie postawiłam XD). Mam jak na razie tylko bardzo krótki fragment, a dziś kompletnie nie miałam czasu, aby coś napisać, ponieważ w piątek miałam urodziny, a w niedzielę przychodzą goście, więc dzisiaj wszystko szykowaliśmy. No ale jakoś to będzie:)


Do następnego rozdziału
           Kinga<3

Rozdział 07. - Dzwoniłem z milion razy

       









           Stałam w kuchni i przygotowywałam jakieś przekąski na dzisiejszy wieczór. Nie wiem ile osób Leon zamierza zaprosić, bo powiedział, że właśnie zamierza dzwonić i zapraszać znajomych. Usłyszałam kroki i po chwili zobaczyłam szatyna stojącego przede mną.  
- I co? Załatwiłeś wszystko? – mówią to włożyłam sobie do buzi kawałek sera, który został. Muszę przyznać, ze jest wyjątkowo dobry.
-Tak. Będziemy tylko we czwórkę, my i Fede z Fran. Inni nie mogą dzisiaj niestety przyjść. W czym mam ci teraz pomóc? – chłopak podszedł do mnie i chwycił do ręki jedną z malutkich kanapek, które zrobiłam. Włożył ją sobie całą do buzi i zjadł.
- Ej! To miało być na później! – krzyknęłam i walnęłam go w ramie. Co bardziej bolało mnie niż jego. Verdas tylko się zaśmiał.
- Przecież zrobiłaś ich bardzo dużo. Mogę się założyć, że i tak tylu nie zjemy. – no i wziął sobie kolejną.
- Przestań! Zaraz sam będziesz wszystko robił. – stanęłam przed nim z założonymi rękami na klatce piersiowej i spojrzałam na niego obrażonym wzrokiem.
- Oj no przepraszam. Nie gniewaj się. – Leon podchodził do mnie z rozłożonymi rękami i szerokim uśmiechem na ustach. Na początku byłam przekonana, że chce mnie przytulić, ale kiedy ja również wyciągnęłam ręce przed siebie, chłopak podniósł mnie i położył sobie na ramię tak, że trzymał mnie za nogi, a moja głowa wisiała za jego plecami.
-Leon puść mnie! Masz mnie natychmiast postawić na ziemie!
-Możesz sobie pomarzyć księżniczko. – usłyszeć można było, że nie może powstrzymać śmiechu. Szedł w kierunku salonu. Nagle poczułam jego rękę na swoich pośladkach.
- Ręce przy sobie. – powiedziałam groźnie, lecz nie mogłam opanować śmiechu, więc nie brzmiało to tak jak bym chciała. Leon nic sobie z tego nie zrobił tylko niósł mnie dalej. Kiedy w końcu doszliśmy, rzucił mnie na jasną kanapę i sam się na nią położył. Wisiał nade mną i patrzył mi w oczy. Sama nie wiem jak długo, ale było w nich cos magicznego, niesamowitego. Zjechałam wzrokiem trochę niżej, na jego usta. W tym momencie lekko je oblizał. Wiem, że zrobił to specjalnie. Wyglądał bardzo seksownie. Cały czas się we mnie wpatrywał. Nie wytrzymałam dłużej i pocałowałam go. Odwzajemnił mój pocałunek. Błądziłam sowimi dłońmi po jego torsie. Bardzo dobrze mogłam wyczuć jego mocno zarysowane, twarde mięśnie przez materiał koszulki, którą miał na sobie. Po chwili oderwaliśmy się od siebie na co cicho jęknęła. Verdas całuje nieziemsko. Szatyn zaśmiał się pod nosem i pochylił się do mnie.
- Ja też umiem grać w tę grę Violetto.- szepnął mi swoim jakże zmysłowym głosem do ucha.

***
       Wszystko jest już gotowe na przyjście gości. Choć ja nadal nie mogę się do końca otrząsnąć po wydarzeniu, które miało miejsce na kanapie w salonie. Do tej pory nie odezwałam się do chłopaka ani słowem, mimo że on cały czas szepcze mi na ucho najprzeróżniejsze rzeczy. Szczerzę mówiąc nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Nie wiem czy którekolwiek z nas wie na czym ma polegać ta zabawa i co ma ona wnieść do naszego życia, ale na razie polega ona tylko na uwodzeniu siebie nawzajem. No nie powiem, całkiem mi się to podoba. Jak na razie mamy remis, więc muszę zaplanować coś nowego, aby ponownie być na prowadzeniu.
       Weszłam do pokoju w celu przebrania się. Założyłam szare, obcisłe legginsy i prześwitujący T-shirt. Świetnie to współgrało z moim koronkowym stanikiem. Przejrzałam się w lustrze i zaczęłam się zastanawiać, czy na pewno tak mogę wyglądać. Gdybym miała być sama z Leonem nie zastanawiałabym się ani chwili. Aczkolwiek sami nie będziemy, więc mam wątpliwości. Postanowiłam się przebrać. W pewnym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Cholera! Akurat teraz. – właśnie zdążyłam zdjąć bluzkę i szukałam czegoś do przebrania.- Leon otwórz te drzwi! – po chwili znów usłyszałam dźwięk dobijania się do drzwi. Czyli Leon tego nie słyszy. Zbiegłam na dół w samym biustonoszu, ale zakryłam się trochę bluzką, którą trzymałam w ręku. Czym prędzej otworzyłam drzwi, bo to puknie i dzwonienie robiło się coraz bardziej nieznośne.
- Pali się?- za mahoniowymi drzwiami ujrzałam tylko bruneta, który dość mocno zdziwił się na mój widok.
- Hej. Fran przyjdzie za chwilę bo musiała coś jeszcze załatwić.- powiedział szybko wchodząc do środka. Był w stosunku do mnie oschły. Przecież nic mu nie zrobiłam. Może mi się tylko wydawało.
- Hej. Idź do salonu. Ja zaraz przyjdę tylko muszę się ogarnąć i przy okazji zawołam Leona. – uśmiechnęłam się, lecz on wcale tego nie zauważył, bo szybko odwrócił się w stronę pomieszczenia , o którym mu mówiłam. Coś tu nie pasuje. Federico zawsze był wesoły i pełen energii, a teraz siedzi przygnębiony i wpatruje się w jeden punkt. Nie myśląc więcej udałam się na górę po Leona oraz aby ubrać wreszcie jakąś bluzkę. Usłyszałam lejącą się wodę w łazience, więc zakładam, że Leon właśnie bierze prysznic, ale na wszelki wypadek zajrzę do jego pokoju. Nie myliłam się. Nie ma go w pokoju, więc musi był w łazience. Idąc do pokoju patrzyłam na swoje bose stopy i pomyślałam, że przydałoby się zmienić kolor na paznokciach. Myślę, że krwiście czerwony będzie idealny, ale zajmę się tym już jutro.
       Nagle poczułam, że zderzam się z czymś mokrym i twardym, a następnie chwieję się. Moja bluzka upadła gdzieś daleko, wiec teraz nic mnie nie zasłania. Już mam upaść na podłogę, ale czuję czyjeś ręce, które w ostatnim momencie mnie łapią. Był to Leon, który dopiero co wyszedł z pod prysznica. Z mokrymi włosami i kroplami wody ściekającymi po jego torsie wyglądał jeszcze lepiej niż zwykle. Miał tylko przewiązany ręcznik wokół bioder. Podniecił mnie jego widok i postanowiłam zacząć działać. Podniosłam się szybko i wpiłam się w usta szatyna. Odwzajemnił mój pocałunek i zaczął lekko popychać mnie w stronę jego sypialni. Popchnął mnie na łóżko i ponownie dzisiejszego dnia zawisł nade mną. Całował każdy milimetr mojego ciała, kiedy dotarł w okolice mojego biustu chciałam przejąć kontrolę i się nim trochę pobawić, ale mi na to nie pozwolił.
- Nie ma tak łatwo. – szepnął mi do ucha i zaczął całować moje dosyć duże piersi przez materiał stanika. Chciałam się poddać i po prostu się z nim kochać. Nie obchodziło mnie to, że Federico czeka na dole, a Francesca też zaraz przyjdzie. W tej chwili liczyliśmy się tylko my. Schodził pocałunkami niżej, na mój brzuch, a ja stawałam się coraz bardziej podniecona. Ściągnął mi szybko spodnie, a pocałunkami dotarł już pawie do moich majtek. Spojrzał się na mnie. I wstał. Kucnął przy łóżku w miejscu gdzie miałam głowę.
- Leon 2, Violetta 1. – po wypowiedzeniu tych słów wstał i podszedł do szafy, z której wyjął ubranie, a ja w tym czasie wyszłam z pomieszczenia, po drodze do swojego pokoju zabrałam bluzkę, która mi wypadła i poszłam się ubrać.

***
      Siedzimy w czwórkę w dużym pokoju i oglądamy któryś już z kolei film. Jest to chyba trzeci albo czwarty. Sama bo jestem już potwornie zmęczona. Fran już usnęła, Leon też przymyka oczy, więc zostaliśmy tylko ja z Federico. Chociaż on i tak ze mną nie rozmawia. Musimy to zmienić bo wcale mi się to nie podoba. Wstałam ze swojego miejsca i podeszłam do bruneta. Wzięłam jego rękę i lekko pociągnęłam. Wstał z fotela i szedł za mną do jadalni. Usiedliśmy przy stole naprzeciwko siebie.
- A więc powiesz mi co się dzieje i dlaczego jesteś na mnie obrażony?
- Naprawdę nie wiesz?
- Nie. – odpowiedziałam niczego nieświadoma.- Kompletnie nie mam pojęcia czemu z dnia na dzień przestałeś ze mną rozmawiać. – byłam już lekko poirytowana tą całą sytuacją.
- Byliśmy umówieni. Na randkę. Nie przypominasz sobie? – powiedział oschłym, obojętnym tonem. Momentalnie mina mi zrzedła. Czyli to jednak moja wina. Naprawdę zapomniałam. Przez ten wypad do klubu, ta cała gra z Leonem. Och. Wszystko popsułam. Zapomniałam nawet co zaszło między mną a nim, ale jak teraz o tym myślę to uważam, ze to wszystko nie ma sensu. Może to i lepiej, że zapomniałam. Zrobiłabym mu tylko nadzieję na coś co nie ma prawa wyjść.
- Przysięgam, że zapomniałam. Wyleciało mi to z głowy. Bardzo dużo się teraz działo i to przez to. Naprawdę strasznie cię przepraszam. Nie chciałam, aby tak wyszło. – zaczęłam się szybko tłumaczyć.
- Mogłaś chociaż odebrać telefon. Dzwoniłem z milion razy. –chłopak przez cały czas patrzył się w jeden punkt na stole, ani na sekundę na mnie nie spojrzał.

- Dzisiaj nawet na niego nie spojrzałam i pewnie leży gdzieś w koncie rozładowany. – wstałam i usiadłam obok niego. – Naprawdę tak bardzo cię przepraszam. Jakoś ci to wynagrodzę. Obiecuję. Tylko się już na mnie nie gniewaj. Proszę. – po moich słowach Fede spojrzał wreszcie na mnie i się uśmiechnął.  Ucieszyłam się z tego i odwzajemniłam ten uśmiech. Teraz muszę tylko wymyślić co zrobić, aby chłopak nie zrobił sobie nadziei i abyśmy nadal byli przyjaciółmi. 



*************
 Witam wszystkich bardzo serdecznie;)
Jak widać na załączonym obrazku nasza kochana Violetta zapomniała o randce, a to wszystko przez Leonka xD. 
Powiem Wam, że to jest najszybciej napisany rozdział na tym blogu. Ja bardzo wolno piszę rozdziały (zazwyczaj jeden rozdział zajmuję mi parę dni), a ten napisałam w pół dnia. Ogólnie to teraz można powiedzieć wdrożyłam się znowu do pisania to idzie mi to dużo lepiej i mam na to ogromną ochotę. Ten rozdział napisałam jeszcze w zeszłym roku, więc dopiero 8 (który na marginesie jest już prawie gotowy i jestem z niego naprawdę zadowolona :D) będzie w pełni noworoczny;)

             Kinga:)
© grabarz from WS | XX.